Łowcy Demonów
,,Ludzie są gotowi uwierzyć we wszystko,
tylko nie w prawdę.”
-Carlos
Ruiz Zafón
Szłam za Serafinem przez mroczny hol
zamku. Na ścianach pełno było wspaniałych obrazów przedstawiających ludzi w
czarnych ubraniach, trzymających noże, sztylety, miecze, włócznie i inne tym
podobne śmiercionośne narzędzia. Na niektórych obrazach widniały jakieś dziwne
stwory, z pazurami i kłami. Już na sam ich widok dostawałam dreszczy.
- Więc co to za miejsce? I co ja tu w
ogóle robię?-przerwałam ciszę. Serafin odwrócił się do mnie i odpowiedział
przyjaznym głosem
- Spokojnie, zaraz ci wszystko wyjaśnię.
Na początek, zapewne zastanawiasz się kim jestem?- skinęłam głową a on w odpowiedzi
wyciągnął lewą rękę i podwinął rękaw. Całe jego przedramię pokryte było tatuażami
podobnymi do moich ale zamiast delikatnych pnączy zdobiących moją rękę, Serafin
miał wzór w postaci czarnych łańcuchów. Wiedziałam, że moje oczy się zaokrągliły.
Już miałam coś powiedzieć, ale Serafin nie zwrócił na to uwagi i mówił dalej
-
Jak widzisz, nie jesteś jedyną osobą z takimi znakami. Każda osoba w tym zamku,
ma na ręce podobne wzory.- Widząc moją minę uśmiechnął się nieznacznie i kontynuował.
-
Może zacznę od początku. Ludzie których tu spotkasz, to łowcy demonów. Nie
używamy jakiś wymyślnych nazw, jesteśmy po prostu Łowcami. Pierwsze udokumentowane
dowody na naszą walkę z demonami pochodzą, mniej więcej, z przed 300 lat. Przez
ponad trzy wieki nadal nie udało się ustalić skąd się wzięliśmy. Jak zapewne zauważyłaś,
dzięki tym tatuażom jesteś szybsza, ale to tylko jedna z korzyści, które dają
te znaki. Symbole wyostrzają zmysły, instynkty i zwiększają umiejętności
walki.- Tu uśmiechnął się półgębkiem. Domyśliłam się, że walka to jego ulubione
zajęcie, mimo, że na takiego nie wygląda.
-W
miarę jak będziesz kontynuować szkolenie, będą się pojawiać następne znaki.
Będą odnosić się głównie do sprawności, ale niektóre działają na umysł. Na
razie nie będę ci wszystkiego wyjaśniać, szkolenie zrobi swoje.
-
Jak długo tu zostanę?- zapytałam trochę niepewnie. No dobra, chciałabym się
uwolnić od matki; ale ludzie, tęskniłabym za Jess, za moim pokojem i wypadami
do kina czy galerii z Jessicką.
-
Nie wiadomo ile zajmie ci szkolenie, ale spokojnie, będziesz mogła wychodzić na
przykład do sklepów i spotykać się z przyjaciółmi. Od teraz będziesz mieszkać
tu, w tym zamku, razem z innymi naszymi uczniami. Zanim zaprowadzę cię do
twojego nowego pokoju, na pewno masz pełno pytań?
-Właściwie
niewiele. Po pierwsze: Co z moją mamą? Nie byłyśmy jakoś blisko, ale chyba
zacznie się martwić jak nie będzie mnie w domu… Nawet nie wiem ile. Niezbyt się
mną interesowała ale to chyba zauważy.- Serafin westchnął
-Widzisz,
to jest najtrudniejsze. Nie będę owijał w bawełnę, masz trzy wyjścia. Wyjście
numer 1- Możesz odwiedzić matkę, wytłumaczyć jej to wszystko i powiedzieć, że
musisz odejść. Najprawdopodobniej ona nigdy się z tym nie pogodzi. Wtedy już
nigdy nie będziesz mogła się z nią widywać, dal jej własnego bezpieczeństwa.-
Ta perspektywa wydała mi się w miarę sensowna, ale żeby już nigdy nie zobaczyć
mamy?
-Opcja
druga- możesz udawać, że dostałaś się do prywatnej szkoły z internatem i, że
będziesz tam mieszkać. Twoja mama pewnie będzie miała wątpliwości, ale będziesz
musiała wysyłać jej udawane oceny, prosić o pozwolenia i tak dalej. Przy tej
opcji, problemy zaczynają się dopiero po paru latach, kiedy powinnaś kończyć
szkołę. Zazwyczaj, wtedy jeszcze kontynuujemy szkolenie, więc nie będziesz
mogła wrócić do domu. W takiej sytuacji, zwykle trzeba ciągle udawać, że
wyjechałaś na studia albo szukać pracy, jak wolisz.
-Nie
wiem czy potrafiłabym tak długo okłamywać mamę. W prawdzie nie chciałabym żeby
wiedziała o tym wszystkim.- Machnęłam ręką ogarniając spojrzeniem obrazy
wiszące na ścianach.- Myślę, że to by było niewłaściwe. Jaka jest trzecia
opcja?
Serafin
wyraźnie się zasępił. Pomyślałam, że ta trzecia możliwość jest najgorsza ze
wszystkich.
-Hmm.
Widzisz, ostatnia opcja polega na tym, że możemy upozorować twoją śmierć.
Ze
zdziwienia aż opadła mi szczęka. Upozorować moją śmierć? Ale wtedy wszyscy
myśleliby, że nie żyje. Nawet Jess. Ta możliwość mnie przerażała ale
zrozumiałam o co chodzi.
Nie
musiałabym kłamać, oszukiwać matki i wykręcać się. Nie musiałabym nic jej
tłumaczyć, tej całej historii z tatuażem,
demonami ani, że odchodzę. Zniknęłabym z jej życia na zawsze, a razem ze
mną całe niebezpieczeństwo, które niesie za sobą moje nowe życie.
Teraz
musiałam tylko podjąć decyzję.
Nie
ma mowy żebym powiedziała matce prawdę. Kłamać też nie chciałam. Jednak, moja
,,śmierć” też nie była idealnym rozwiązaniem. Gdybym na przykład spotkała w
sklepie kogoś znajomego, co miałabym powiedzieć?
,,
Hej, nie zwracaj na mnie uwagi jestem tylko wytworem twojej wyobraźni.”? Nie ma
mowy.
-Spokojnie, masz czas. Na razie możesz
napisać do matki, że nocujesz u koleżanki. Nie spiesz się z podjęciem decyzji,
przemyśl sobie to wszystko, a jak już się zdecydujesz to przyjdź do mojego
biura.- Powiedział Serafin, wyrywając mnie z rozmyślań. Pokiwałam głową ale
nadal milczałam.
-Teraz zaprowadzę cię do twojego pokoju.
Jeśli będziesz miała jakieś pytania, to współlokatorki ci wszystko wyjaśnią,
lub poproś jedną z nich żeby przyprowadziły cię do mojego gabinetu.-Znowu
pokiwałam głową. Super, będę miała współlokatorki. Znając moje szczęście trafię
do jakiś walniętych gotek albo plastikowych lalek w typie Clare. ,,Myśl pozytywnie”
skarciłam się w myślach ale nic z tego nie wyszło.
W głowie przelatywały mi wizerunki różnych
typów dziewczyn ( w większości tych
mocno odjechanych) i zastanawiałam się na co trafię.
-Alex