niedziela, 10 kwietnia 2016

Zmiana

Uwaga, chciałabym ogłosić, że opowiadanie będę kontynuować na wattpadzie ponieważ wygodniej mi się z niego korzysta.
Nazwa będzie taka sama, w razie czego mój nick to Alex280200


 Alex :)

Oblicze mroku

czwartek, 15 stycznia 2015

Ogłoszenia parafialne!!

Cześć, czołem, kluski z rosołem!
To ja, Alex. ta wiadomość jest przede wszystkim skierowana do osób czytających tego bloga.(Ale jeśli jesteś tu przez przypadek, to i tak zachęcam do czytania.)
Moi drodzy, byłabym bardzo wdzięczna, za komentowanie i udostępnianie tego bloga oraz innych moich tworów takich jak:
http://zlotfanowksiazek2015.blogspot.com/
http://zaczytanazwariowana.blogspot.com/  (P.S tutaj dopiero zaczynam)

P.S
 Przepraszam, że ostatnio nic nie dodaje, ale:
primo- nie mam weny
secundo- brak mi czasu

Więc błagam, jeśli to czytasz, podoba ci cię albo nie, daj komentarz!!! :)
                                          
~Alex

czwartek, 11 grudnia 2014

Rozdział IV


,, Kiedy twoja dusza, znajdzie duszę, na którą czekała

 Kiedy ktoś wchodzi do twojego serca przez otwarte drzwi

 Kiedy twoja ręka, znajdzie rękę, przeznaczoną do uścisku

 Nie odpuszczaj

 Ktoś wchodzi w twój świat

 Nagle twój świat zmienił się na zawsze”

 

        ~ Demi Lovato ,,Heart by heart”

 

Pokój numer 24.

Mój nowy dom. Moja ręka zawisła nad drzwiami. Bałam się, co zastane w środku. Serafin stał z mną z uśmiechem błąkającym się w kącikach ust. Niepewnie zapukałam do drzwi. Po drugiej stronie rozległy się jakieś hałasy i po chwili w drzwiach ukazała się dziewczyna
w moim wieku.

Była ode mnie trochę wyższa, miała jasną skórę i duże szare oczy, mocno obrysowane czarną kredką. W jej krótkich czarnych włosach mieniły się turkusowe pasemka. W dolnej wardze miała srebrnego kolczyka. Uśmiechała się przyjaźnie, ale w jej oczach dostrzegłam niebezpieczny błysk, jakby miała ochotę coś, lub kogoś, zaatakować.

Ubrana była w ciemne jeansy
i czarno niebieską koszulę w kratę.

-Cześć! Nareszcie jesteś. Jestem Emma, cieszę się, że będziemy razem mieszkać. Zapraszam!- odsunęła się od drzwi, żeby zrobić mi przejście. Odwróciłam się, ale Serafin zniknął. Super.

Weszłam do pokoju i rozejrzałam się po wnętrzu. Ściana na przeciw mnie była pomalowana na ciemno-fioletowo
i znajdowały się na niej trzy duże okna, każde z białymi zasłonami w czarne wzory. Przy każdym oknie stało łóżko. Dwa z nich były przykryte różnokolorowymi kołdrami, a nad nimi wisiały na ścianie plakaty, półki z książkami i płytami oraz innymi rzeczami prywatnymi. Ostatnie łóżko było przykryte tylko białą pościelą i poza półką na ścianie nie było tam nic, co by wskazywało na to, że jest zajęte.

Na jednym z łóżek siedziała druga dziewczyna, zapewne moja następna współlokatorka.

Była może o rok starsza ode mnie
i wyglądała jak japońska modelka. Nawet kiedy siedziała, było widać, że jest wysoka.

Miała długie, proste, czarne włosy
z wiśniowymi pasemkami. Jej łagodne oczy w kształcie migdałów okolone były gęstymi rzęsami i spoglądały na mnie życzliwie. W jednym uchu miała z dziesięć dziurek, a w każdej tkwił mały diamencik.

Pomyślałam, że skoro mają taki styl to chyba się dogadamy. W końcu sama miałam końcówki włosów przefarbowane na fioletowo, w jednym uchu cztery dziurki, a w drugim tunel 10mm.i ubierałam się podobnie.

Dobra, tak się martwiłam, że będę mieszkać z wariatkami, ale sama też nie jestem grzeczną dziewczynką. Włosy farbowałam, żeby wkurzyć matkę, kolczyki zrobiłam, bo ten kretyn Darius powiedział, że nie pozwoli, żebym miała więcej dziurek w uszach.

Tunel zrobiłam, żeby wkurzyć ich oboje.

W domu ciągle rozrabiałam. Przemalowałam sobie pokój, o wtedy mama była wściekła. Puszczałam muzykę tak głośno, że od basów drżała podłoga, robiłam imprezy, wracałam w środku nocy, robiłam wszystko, żeby rozzłościć matkę i tego jej chłoptasia.

-Ym… Hej. Jestem Alex…- Nie skończyłam, bo ta druga dziewczyna weszła mi w słowo

-Wiemy kim jesteś-wstała- jestem Kimiko. Wiedziałyśmy, że przybędziesz już od jakiegoś czasu, ale cieszę się, że mogę cię w końcu poznać. Proszę, rozgość się- uśmiechnęła się do mnie zachęcająco, a ja podeszłam do pustego łóżka i usiadłam na nim. Emma i Kimiko popatrzyły po sobie i przysunęły do mnie dwa krzesła od stolika stojącego w kącie pokoju.

-Może ci się przedstawimy? W końcu będziemy razem mieszkać- powiedziała Emma, a ja tylko kiwnęłam głową w odpowiedzi.

-Więc tak. Nazywam się Emma Cole, pochodzę z Queens, mam 17 lat i jestem tutaj od sześciu miesięcy. Uwielbiam muzykę, w szczególności ciężkie brzmienia i gotycki rock. Moim ulubionym zespołem jest Evanescene. Gram też na gitarze akustycznej. Lubię rysować i malować, ogólnie interesuję się sztuką. Od sześciu lat trenuję karate i brazylijskie jujitsu, ale gram też w siatkówkę. Na treningach, które mamy tutaj, czyli na lekcjach walki z demonami, najbardziej lubię rzucać nożami i strzelać
z łuku.

-Okay. Czyli mamy podobne zainteresowania-powiedziałam. Teraz przynajmniej wiem, że z jedną z nich się dogadam. Ciekawe jaka jest Kimiko.

 Akurat, kiedy to pomyślałam, dziewczyna zabrała głos.

-Nazywam się Kimiko Shirari, mam 17 lat i jestem tutaj od półtora roku. Pochodzę z Chinatown, a moja rodzina wyemigrowała do Stanów z Japonii. Słucham dużo muzyki tak jak Emma, ale trochę innych wykonawców na przykład Nirvana, Pink Floyd, AC/DC i .Guns ‘N Roses, ale Evanescene też bardzo lubię. Trenuję karate i lubię grać w koszykówkę. Na treningach walki z demonami głównie używam sztyletu lub miecza. Interesuję się rysunkiem, ponieważ chciałabym zostać tatuażystką. Mam nawet sprzęt i Emma ubłagała mnie w zeszłym miesiącu, żebym zrobiła jej dziarkę na ramieniu, więc jak będziesz też chciała to wal śmiało-tu Kimiko uśmiechnęła się nieznacznie.

Pomyślałam, że w sumie chciałabym ale jeszcze nie wiem co i gdzie. Fajnie mieć takie koleżanki. Postanowiłam się otworzyć.

-To może teraz ja. Więc tak. Nazywam się Alex White, mam 17 lat i pochodzę z Brooklynu. Od dwóch lat mam kłopoty z matką, bo znalazła sobie chłopaka, strasznego frajera, nawiasem mówiąc. Nie wiem na co ona poleciała i nie chcę wiedzieć. Niedawno zmarł ojciec mojej przyjaciółki. Mam niebieski pas
w judo, uwielbiam grać w piłkę nożną. Kocham malować i rysować, a w przyszłości chciałabym otworzyć salon piercingu i tatuażu, a mam pewne doświadczenie, bo robiłam kolczyki moim znajomym w szkole i nikt nie narzekał- wzruszyłam ramionami i zauważyłam, że Kimiko się uśmiecha ale mówiłam dalej.- Lubię czytać powieści fantastyczne, a moja ulubiona seria to
,,Harry Potter”. A co do muzyki to słucham różnych gatunków ale w szczególności Rocka i metalu. Mam kilka płyt Evanescene, Nirvany, Skillet, Green Day’a i innych takich. A poza tym zawsze chciałam mieć tatuaż i może wkrótce się do ciebie zwrócę w tej sprawie Kimiko-posłałam jej uśmiech i byłam pewna, że w jej oczach dostrzegłam coś, co śmiało można było nazwać kiełkującą przyjaźnią. Spojrzałam na Emmę po wyrazie jej twarzy poznałam, że wie o problemach z rodzicami o wiele więcej niż mówi. Naprawdę miałam nadzieję, że będziemy przyjaciółkami. Już czułam tworzącą się między nami więź.

Może w końcu znalazłam rodzinę.
Ale jedno nie dawało mi spokoju, a mianowicie, co będzie z Jess? Z moją przyjaciółką od dzieciństwa? Westchnęłam. Nie będzie dla niej miejsca w moim nowym życiu, chociażby ze względów bezpieczeństwa, a będę musiała wybrać, tak jak mówił Serafin. Świetnie, tylko co wybrać?

~Alex

sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział III


Łowcy Demonów

 

,,Ludzie są gotowi uwierzyć we wszystko, tylko nie w prawdę.”

 

-Carlos Ruiz Zafón

 

       Szłam za Serafinem przez mroczny hol zamku. Na ścianach pełno było wspaniałych obrazów przedstawiających ludzi w czarnych ubraniach, trzymających noże, sztylety, miecze, włócznie i inne tym podobne śmiercionośne narzędzia. Na niektórych obrazach widniały jakieś dziwne stwory, z pazurami i kłami. Już na sam ich widok dostawałam dreszczy.

         - Więc co to za miejsce? I co ja tu w ogóle robię?-przerwałam ciszę. Serafin odwrócił się do mnie i odpowiedział przyjaznym głosem

         - Spokojnie, zaraz ci wszystko wyjaśnię. Na początek, zapewne zastanawiasz się kim jestem?- skinęłam głową a on w odpowiedzi wyciągnął lewą rękę i podwinął rękaw. Całe jego przedramię pokryte było tatuażami podobnymi do moich ale zamiast delikatnych pnączy zdobiących moją rękę, Serafin miał wzór w postaci czarnych łańcuchów. Wiedziałam, że moje oczy się zaokrągliły. Już miałam coś powiedzieć, ale Serafin nie zwrócił na to uwagi i mówił dalej

- Jak widzisz, nie jesteś jedyną osobą z takimi znakami. Każda osoba w tym zamku, ma na ręce podobne wzory.- Widząc moją minę uśmiechnął się nieznacznie i kontynuował.

- Może zacznę od początku. Ludzie których tu spotkasz, to łowcy demonów. Nie używamy jakiś wymyślnych nazw, jesteśmy po prostu Łowcami. Pierwsze udokumentowane dowody na naszą walkę z demonami pochodzą, mniej więcej, z przed 300 lat. Przez ponad trzy wieki nadal nie udało się ustalić skąd się wzięliśmy. Jak zapewne zauważyłaś, dzięki tym tatuażom jesteś szybsza, ale to tylko jedna z korzyści, które dają te znaki. Symbole wyostrzają zmysły, instynkty i zwiększają umiejętności walki.- Tu uśmiechnął się półgębkiem. Domyśliłam się, że walka to jego ulubione zajęcie, mimo, że na takiego nie wygląda.

-W miarę jak będziesz kontynuować szkolenie, będą się pojawiać następne znaki. Będą odnosić się głównie do sprawności, ale niektóre działają na umysł. Na razie nie będę ci wszystkiego wyjaśniać, szkolenie zrobi swoje.

- Jak długo tu zostanę?- zapytałam trochę niepewnie. No dobra, chciałabym się uwolnić od matki; ale ludzie, tęskniłabym za Jess, za moim pokojem i wypadami do kina czy galerii z Jessicką.

- Nie wiadomo ile zajmie ci szkolenie, ale spokojnie, będziesz mogła wychodzić na przykład do sklepów i spotykać się z przyjaciółmi. Od teraz będziesz mieszkać tu, w tym zamku, razem z innymi naszymi uczniami. Zanim zaprowadzę cię do twojego nowego pokoju, na pewno masz pełno pytań?

-Właściwie niewiele. Po pierwsze: Co z moją mamą? Nie byłyśmy jakoś blisko, ale chyba zacznie się martwić jak nie będzie mnie w domu… Nawet nie wiem ile. Niezbyt się mną interesowała ale to chyba zauważy.- Serafin westchnął

-Widzisz, to jest najtrudniejsze. Nie będę owijał w bawełnę, masz trzy wyjścia. Wyjście numer 1- Możesz odwiedzić matkę, wytłumaczyć jej to wszystko i powiedzieć, że musisz odejść. Najprawdopodobniej ona nigdy się z tym nie pogodzi. Wtedy już nigdy nie będziesz mogła się z nią widywać, dal jej własnego bezpieczeństwa.- Ta perspektywa wydała mi się w miarę sensowna, ale żeby już nigdy nie zobaczyć mamy?

-Opcja druga- możesz udawać, że dostałaś się do prywatnej szkoły z internatem i, że będziesz tam mieszkać. Twoja mama pewnie będzie miała wątpliwości, ale będziesz musiała wysyłać jej udawane oceny, prosić o pozwolenia i tak dalej. Przy tej opcji, problemy zaczynają się dopiero po paru latach, kiedy powinnaś kończyć szkołę. Zazwyczaj, wtedy jeszcze kontynuujemy szkolenie, więc nie będziesz mogła wrócić do domu. W takiej sytuacji, zwykle trzeba ciągle udawać, że wyjechałaś na studia albo szukać pracy, jak wolisz.

-Nie wiem czy potrafiłabym tak długo okłamywać mamę. W prawdzie nie chciałabym żeby wiedziała o tym wszystkim.- Machnęłam ręką ogarniając spojrzeniem obrazy wiszące na ścianach.- Myślę, że to by było niewłaściwe. Jaka jest trzecia opcja?

Serafin wyraźnie się zasępił. Pomyślałam, że ta trzecia możliwość jest najgorsza ze wszystkich.

-Hmm. Widzisz, ostatnia opcja polega na tym, że możemy upozorować twoją śmierć.

Ze zdziwienia aż opadła mi szczęka. Upozorować moją śmierć? Ale wtedy wszyscy myśleliby, że nie żyje. Nawet Jess. Ta możliwość mnie przerażała ale zrozumiałam o co chodzi.

Nie musiałabym kłamać, oszukiwać matki i wykręcać się. Nie musiałabym nic jej tłumaczyć, tej całej historii z tatuażem,  demonami ani, że odchodzę. Zniknęłabym z jej życia na zawsze, a razem ze mną całe niebezpieczeństwo, które niesie za sobą moje nowe życie.

Teraz musiałam tylko podjąć decyzję.

Nie ma mowy żebym powiedziała matce prawdę. Kłamać też nie chciałam. Jednak, moja ,,śmierć” też nie była idealnym rozwiązaniem. Gdybym na przykład spotkała w sklepie kogoś znajomego, co miałabym powiedzieć?

,, Hej, nie zwracaj na mnie uwagi jestem tylko wytworem twojej wyobraźni.”? Nie ma mowy.

         -Spokojnie, masz czas. Na razie możesz napisać do matki, że nocujesz u koleżanki. Nie spiesz się z podjęciem decyzji, przemyśl sobie to wszystko, a jak już się zdecydujesz to przyjdź do mojego biura.- Powiedział Serafin, wyrywając mnie z rozmyślań. Pokiwałam głową ale nadal milczałam.

         -Teraz zaprowadzę cię do twojego pokoju. Jeśli będziesz miała jakieś pytania, to współlokatorki ci wszystko wyjaśnią, lub poproś jedną z nich żeby przyprowadziły cię do mojego gabinetu.-Znowu pokiwałam głową. Super, będę miała współlokatorki. Znając moje szczęście trafię do jakiś walniętych gotek albo plastikowych lalek w typie Clare. ,,Myśl pozytywnie” skarciłam się w myślach ale nic z tego nie wyszło.

 W głowie przelatywały mi wizerunki różnych typów dziewczyn   ( w większości tych mocno odjechanych) i zastanawiałam się na co trafię.


-Alex

wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział II


 

 

Prawda kryję się pod powierzchnią

 

Gorzki język

 

Znam twoje ulice, mroczne miasto

Znam demony i anioły, które się gromadzą

I nocują na twoich konarach jak ptaki.

Znam ciebie, rzeko, jakbyś płynęła przez moje serce.

Jest twoją córką wojowniczką.

Są litery utworzone z twojego ciała,

Tak jak, fontanna z wody.

Są języki, z których powstał twój plan,

I kiedy nimi mówimy,

Wyrasta miasto…

 

 

Dryyyń!

            Dzwonek na korytarzu obwieszczający koniec lekcji zabrzmiał w moich uszach jak wybuch armaty. W końcu przez dwie godziny lekcyjne siedziałam w prawie zupełnej ciszy w gabinecie pielęgniarki.

            Nie informując o tym pani Evans wybiegłam na korytarz. Na szczęście nikt nie zauważył pędzącej dziewczyny, która dopiero co zemdlała w klasie.

            Z klas wylewało się coraz więcej uczniów. W biegu ignorowałam ciekawskie spojrzenia rówieśników. No tak. Wieści się roznoszą, pewnie już wszyscy wiedzą o tym głupim incydencie.

            Przed wyjściem z gabinetu prawie zapomniałam zasłonić ten dziwny tatuaż rękawem swetra. Cieszyłam się, że Jess nie ma w szkole bo pewnie musiałabym się jakoś wyłgać z rozmowy z nią. A ja bardzo nienawidziłam jej okłamywać.

            Wypadłam ze szkoły tak szybko, że nawet nie zdałam sobie z tego sprawy.

            Dopiero kiedy wsiadłam do mojego starego samochodu zorientowałam się, że wybiegłam ze szkoły z nieprawdopodobną prędkością. Nigdy nie podejrzewałam nawet, że potrafię biec tak szybko.

            I nagle do mnie dotarło.

            Wyostrzył mi się słuch i wzrok, pędziłam szybciej niż zawodowy biegacz, a do tego chyba nikt mnie nie zauważył, kiedy biegłam przez korytarz.

            Wcześniej tak nie było. Zaczęło się… kiedy…

I nagle mnie olśniło. Kiedy pojawił się tatuaż! To przez to zaczęły się dziać te wszystkie dziwne rzeczy. No w sumie, skoro sam się pojawił to może coś mi dawać no nie?

            Powstrzymując się przed odsłonieniem ręki, zapaliłam silnik i wyjechałam z parkingu.

            Zdałam sobie sprawę gdzie jadę dopiero kiedy moje autko zaczęło podskakiwać na wiecznie dziurawej Kent Avenue. Jechałam do miejsca, które wskazał mi ten dziwny głos.            Już z daleka widziałam rozsypujące się iglice starego kościoła. Kiedy rozglądałam się z miejscem do zaparkowania kątem oka zobaczyłam jakieś dziwne migotanie. Spojrzałam w górę i zamiast wierz kościoła zobaczyłam nieskazitelnie białe mury wielkiego zamku, który zajął miejsce starej, rozpadającej się katedry. Z jednej strony to było dziwne ale w głębi duszy czułam, że ten zamek jest całkiem normalny. Co oczywiście nie miało sensu ponieważ pojawił się w centrum Nowego Jorku.

            Zaparkowałam i wysiadłam z samochodu. Powoli podeszłam do starej, zniszczonej bramy z czarnego żelaza. Znajdujące się na prętach kawałki papieru świadczyły, że ludzie uważali ten teren za nieużywany. Jednak dla mnie było oczywiste, że za tym ogrodzeniem było coś tajemniczego, potężnego i przyciągającego mnie jak światło ćmę.

            Wyciągnęłam rękę w stronę kłódki spinającej stary zardzewiały łańcuch przytwierdzony do skrzydeł bramy, ale w ostatniej chwili się zawahałam. A co jeśli znowu zemdleje? Na jednej z bardziej ruchliwych ulic było to jak najmniej pożądane. Miałam jednak wrażenie, że nic cię nie stanie.

            Wyciągnęłam rękę i złapałam z kłódkę. O dziwo była ciepła. ,, Otwórz się.” Pomyślałam i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozległo się delikatne pyknięcie i kłódka razem z łańcuchem spadła na ziemie u moich stóp.

Popchnęłam bramę, a ta otworzyła się z cichym zgrzytem. Kiedy przechodziłam przez próg na zarośnięty chwastami teren starej katedry, zachwiałam się na nogach, zakręciło mi się w głowie aż musiałam zamknąć oczy. Zawroty zniknęły równie szybko jak się pojawiły. Stałam tak przez chwilę z zamkniętymi oczami, pogrążona w ciemności aż poczułam lekką zmianę w powietrzu, która kazała  mi otworzyć oczy. Oniemiałam

Widok jaki się przede mną rozpościerał zaparł mi dech w piersiach.

Znów widziałam ten piękny zamek, który spostrzegłam z ulicy zamiast katedry, tyle, że tym razem w całej okazałości.

Wysokie wieże, ostro zakończone łukowate okna, perłowo białe kamienne ściany. Dookoła zamku rozpościerał się cudowny ogród. Wszędzie rosły nieznane mi drzewa i kwiaty, cztery pięknie zdobione fontanny postawione dokładnie naprzeciwko wrót zamku wesoło tryskały wodą, która spadając dawała niesamowity efekt w zachodzącym słońcu. Aż zaświerzbiła mnie ręka, żeby to wszystko narysować.

Wciąż oczarowana widokiem, który się przede mną roztaczał, ruszyłam powoli przed siebie cały czas rozglądając się dookoła.

Prawie doszłam do wejścia do zamku, kiedy wielkie misternie zdobione, drewniane drzwi otworzyły się przede mną. Stał w nich wysoki i elegancki mężczyzna.

Miał na oko jakieś 30 lat i był niezwykle tajemniczy. Lśniące, ciemne włosy sięgały do połowy szyi i delikatnie kręciły się nad uszami. Miał surowe, prawie posągowe rysy ale jego brązowe oczy łagodziły ten efekt. Były mianowicie bardzo ciepłe i wpatrywały się we mnie bez cienia wrogości.

- Witaj Alex. Czekaliśmy na ciebie.- powiedział głębokim hipnotyzującym głosem.

Powoli zbliżyłam się do niego nie śmiejąc wypowiedzieć ani słowa.

-Jak widzę, dotarłaś bez większych problemów. Jestem Serafin i mam nadzieję, że ci się tutaj spodoba.-rzekł i uśmiechnął się przyjaźnie.

-Yy… Miło mi, ale co to za miejsce?- udało mi się wyjąkać.

-Zaraz wszystko ci wyjaśnię. Chodź za mną.-powiedział do mnie i skierował się do wnętrza zamku. Nie miałam wyboru, więc poszłam za nim, mając świadomość, że to co znajdę w środku zmieni moje życie na zawsze.

 

sobota, 25 stycznia 2014

Ogłoszenia parafialne

Nie wiem czy ktokolwiek to czyta, lecz  jeśli tak to bardzo przepraszam za brak wpisów, ale niestety wena mnie opuściła. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się stworzyć coś sensownego. Jeszcze raz przepraszam. :) I please, komentujcie. (chciałabym wiedzieć czy ktoś to czyta)
                                                                                                   ~ Alex

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział I


Kolejne problemy do kolekcji

 

,,Długa i trudna droga wiedzie do światłości z piekieł”

 

-John Milton ,, Raj utracony”

 

 

        Pierwsze, z czego zdałam sobie sprawę, to, że leżę na czymś twardym. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam światło świetlówki w sali biologicznej.

            Po drugie, zobaczyłam, że dookoła mnie klęczą ludzie, ale nie widziałam ich twarzy, bo wszystko poza lampą na suficie było zamazane.

 Powoli zaczynałam dochodzić do siebie. Coraz wyraźniej słyszałam głosy innych uczniów i profesora Mcullaisa, rozbrzmiewające wokół mnie.

- Odsuńcie się! Już! Ona potrzebuje powietrza! Do tyłu!- krzyczał nauczyciel do reszty klasy.-Wszystko w porządku? Co się stało?- powiedział profesor, i dopiero po chwili zorientowałam się, że mówi do mnie.

-C…Co się dzieje?- udało mi się wydukać- O co chodzi?- pytałam ludzi dookoła mnie.

- Zemdlałaś Alex. Dobrze się czujesz?- Odezwał się do mnie MCUllais.

            -Tak, już dobrze. Pomóżcie mi usiąść.- odezwałam się i dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę, że cała się trzęsę.

- Panno Johnson, proszę zaprowadzić pannę White do gabinetu pielęgniarki.- odezwał się nauczyciel  i Kate momentalnie znalazła się przy mnie i pomogła mi wstać.

Udałyśmy się do gabinetu lekarskiego. Po drodze przez klasę poczułam, że ktoś mnie obserwuje, odwróciłam się i zobaczyłam za sobą Ericka Rodrigeza, jednego z zawodników naszej szkolnej drużyny . W jego spojrzeniu było coś dziwnego. Jakby…troskę i nienawiść, nie potrafiłam tego stwierdzić. Dziwne. Ale postanowiłam się tym nie przejmować.

Wspomnienie tego głosu nie dawało mi jednak spokoju i przyprawiało o dreszcze. O co mogło chodzić? Czy to były tylko zwidy, stworzone przez moją chorą wyobraźnie? A jeśli nie, to do kogo należał ten głos? Po co mnie wzywa? Te pytania dręczyły mnie jak chmara natrętnych pszczół, od których nie można się opędzić.

Doszłyśmy do gabinetu pielęgniarki. Otworzyłam drzwi i owionął mnie znienawidzony zapach środków do dezynfekcji, którym w szpitalach starają się zatuszować odór choroby i beznadziei.

-Możesz już wrócić do klasy panno Johnson.- odezwała się siostra Evans, kiedy tylko przekroczyłyśmy próg gabinetu lekarskiego

            -Na pewno już wszystko dobrze Alex?- zwróciła się do mnie Kate z błyskiem niepewności w oczach.

            - Tak. Już w porządku Kate. Naprawdę.- powiedziałam do niej mając nadzieję , oczywiście złudną, że inni nie będą się mnie później dopytywać co się stało. Kiedy Kate wyszła drzwi zamknęły się za nią z cichym trzaskiem.

 

            Pani Evans odwróciła się do mnie. Jej biały fartuch lekarski załopotał kiedy szła przez gabinet w moją stronę. Miała na oko jakież 50 lat, blond włosy ściśnięte w ciasny kok na czubku głowy, wyblakłe niebieskie oczy spoglądały na mnie zza okularów w złotych oprawkach.

 Odezwała się do mnie, tym swoim przesłodzonym głosem, który zawsze kojarzył mi się z starymi paniami, które miały po 90 kotów.

-Dzień dobry panno White. W czym problem?

-No…- zająknęłam się- Zasłabłam na lekcji i pan McUllais kazał mi tu przyjść mimo, że czuję się już dobrze.- wyjaśniłam pielęgniarce spokojnym i opanowanym tonem, choć w głowie wciąż dźwięczał mi ten głos: głęboki i tajemniczy, ale zimny niczym zamarznięte jezioro.

 „Czeka tam na ciebie twoje przeznaczenie”, te słowa nie dawały mi spokoju. O co chodzi? Przecież, ludzie, ja jestem zwykłą dziewczyną z Brooklynu, jakie ja mogę mieć niezwykłe przeznaczenie? No cóż, w każdym razie zakładałam, że to będzie coś niezwykłego, bo to co mi się przydarzyło, na pewno nie było normalne.

-Hmm. A teraz już wszystko dobrze?- zapytała mnie pani Evans z udawanym zainteresowaniem, przerywając mój wewnętrzny monolog.

- Tak. Naprawdę.- odpowiedziałam, licząc, że wyszło chociaż w miarę przekonująco.

-No dobrze. Zostaniesz tutaj ze dwie lekcje i jakby coś się działo to mnie wołaj. Dobrze?- zadyrygowała panie Evans- Siedź tutaj a ja idę do siebie.- Oznajmiła zamknęła się w swojej dyżurce.

Ja zostałam sama. W pokoju zajętym tylko przez leżankę, szafki z artykułami medycznymi wszelkiej maści, wagę, mały stolik i plakaty ze szkicami anatomicznymi, było całkiem cicho. Jedynym dźwiękiem było tykanie zegara nad drzwiami. Tik- tak. Tik-tak. Tik- tak.

Chciałam się czymś zająć ale telefon, odtwarzacz MP3, szkicownik a nawet książkę, którą czytałam dla zabicia czasu, zostawiłam w plecaku, w klasie.

Mijały minuty, a ja coraz bardziej zagłębiałam się w ponurym letargu.

W mojej głowie zaczęły przelatywać wspomnienia. Najpierw, były to szczęśliwe chwile z Jess. Wycieczki szkolne, wypady do kina i do galerii, spanie u siebie, żarty i psikusy, dyskoteki... To wszystko przypominało mi, jakim oparciem była dla mnie Jess kiedy moja mama zaczęła się spotykać z tym kretynem Dariusem.

Potem nadleciały obrazy moich kłótni  z mamą. Wspomnienia tych czasów kiedy w naszym życiu nie było Dariusa, wydawały mi się już tylko pięknym snem. Awantury były teraz na porządku dziennym. Czasem kiedy gadam o tym z Jess uświadamiam sobie, że właściwie nie mam już rodziny. Darius nastawił mamę w taki sposób, że jestem teraz zmorą jej życia, ponieważ nie jestem taka jak on chce. Jakby się nad tym zastanowić, to chyba jeszcze nigdy nie nienawidziłam nikogo tak bardzo jak jego, nawet Clare.

Nadeszła kolej na wspomnienia, które same w sobie były szczęśliwe, ale przez to co ostatnio się stało, wywoływały raczej łzy niż uśmiech. Ojciec Jess, Roger Parnell, właściwie zastępował mi ojca. Nie był moim biologicznym ojcem, ani ojczymem, tylko traktował mnie jak swoją córkę. Jego śmierć była dla mnie ciosem równie mocnym jakby umarł mój tata.

Pamiętałam, jakby to było wczoraj, kiedy pierwszy raz Jess zaprosiła mnie do siebie, i go spotkałam.

To było w drugiej klasie podstawówki. Przed Świętami Bożego Narodzenia Jess zaprosiła mnie do siebie. Kiedy tylko jej ojciec wysiadł z samochodu, żeby zabrać nas z pod szkoły, od razu go polubiłam.

Był wysokim brązowowłosym mężczyzną po trzydziestce, o wyglądzie naukowca z życzliwym uśmiechem dodającym otuchy. Miał na sobie lekko wytarte jeansy, flanelową koszulę i kurtkę oraz ciemne buty turystyczne.

-Cześć dziewczynki! Jak wam minął dzień?- zapytał wtedy z uprzejmym wyrazem twarzy.

Wcześniej Jess opowiadała mi o nim i mimo, że byłam dopiero w podstawówce, zrozumiałam, że jest on wspaniałym człowiekiem i kochającym ojcem.

Zawsze miałam talent do rozgryzania ludzi, już od dziecka wiedziałam wiele rzeczy o różnych ludziach. Wystarczyło mi zamienić z nimi choćby kilka słów, a czasem nawet nie. To dziwne ale tak już po prostu było.

Więc od razu wiedziałam, że pan Parnell był wyjątkowym człowiekiem a Jess była jego oczkiem w głowie. Mimo młodego wieku poczułam wtedy ukłucie zazdrości. Ja nie miałam ojca. Całą moją rodziną była mama.

Przez cały czas odkąd przyjaźnię się z Jess, jej tata traktował mnie jak jedną ze swoich córek. Czasem nazywał Jess, Carrie i mnie ,,Trojaczkami z piekła rodem” bo często dawałyśmy jemu i jego żonie w kość naszymi wygłupami.

Niektórym może się to wydać dziwne, ale ja naprawdę czułam się jak jego córka.

Na pogrzebie razem z Jess stałyśmy razem roniąc ciche łzy, zamknięte we własnym cierpieniu.


                                                                       ***

 

W moje rozmyślania wdarł się palący ból lewej ręki. Było to sto razy mocniejsze niż pieczenie przedramienia zanim w klasie pana McUllaisa straciłam przytomność. Teraz ręka piekła jakby ktoś ją przypalał żywym ogniem. Cudem udało mi się nie krzyknąć, żeby nie alarmować pani Evans.

Szybko podciągnęłam rękaw bluzy i oniemiałam.

Całe moje przedramię pokrywały skomplikowane wzory przywodzące na myśl gałęzie dzikiej róży lub czegoś podobnego. Oplatały moją rękę jak wstęgi splątane ze sobą, ale w niektórych miejscach pozostawiły puste miejsca. Poza dwoma, tuż przy samym nadgarstku.

            W dwóch przerwach pomiędzy pnączami widniały nieznane mi symbole. Pierwszy: skomplikowana plątanina fal i trójkątów, przywodząca na myśl płetwy rekinów pomiędzy falami, i drugi: większy, wyraźniejszy i przypominający krzyż umieszczony pomiędzy parą czarnych skrzydeł.

            Nawet nie znając jego znaczenia ani pochodzenia czułam bijącą od niego moc i miałam wrażenie, że cały tatuaż, razem z tymi pnączami i drugim znakiem są na swoim miejscu: mojej lewej ręce. Czułam, że takie jest ich przeznaczenie: zdobienie mojej skóry pomimo, że nie wiedziałam co znaczą skąd pochodzą i o co w tym wszystkim do licha ciężkiego chodzi.